sobota, 27 września 2014

Śmiech w chmurach tom 1 - KarakaraKemuri





Tytuł: Śmiech w chmurach
Tytuł alternatywny: Donten ni Warau
Autor: KarakaraKemuri
Tom: 1
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 192
Ocena: -5/6







Sneak Peek:
Kiedy policja zawodzi i więźniowie wymykają im się z rąk, do akcji wkraczają trzej bracia Kumou, których zadaniem jest schwytanie uciekinierów i dostarczenie ich do znajdującego się na środku jeziora Biwa więzienia. Mieszkający w Świątyni Chmur chłopcy muszą przecież z czegoś żyć zanim upomni się o nich przeznaczenie, które nierozerwalnie wiąże ich losy z budzącym się co trzysta lat wężowym demonem Orochim.
Sześć wieków wcześniej, przodek braci Kumou, Kagemitsu również wyczekiwał przyjścia demona by wraz z bliskimi sobie kompanami zapieczętować go i nie dopuścić do zniszczenia świata. Za sprawą pięknej shikigami, do polującej na Orochiego grupy dołączyło beztalencie należące do klanu egzorcystów Abe, co dało początek tworzącym się niciom miłości i przyjaźni. Prawdopodobnie nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak istotna okaże się ta nowa znajomość.

Fantastyka historyczna, czyli bardziej historia czy bardziej fantastyka:
Fabuła Śmiechu w chmurach skonstruowana została na dwóch płaszczyznach: mniejszej – historycznej oraz większej – fantastycznej. Pierwszy tom to w głównej mierze fantastyka, która została osadzona w historycznych czasach. W przypadku pierwszej części mangi mamy okazję poznać charakterystykę epoki, w której rozgrywa się akcja, w drugiej przybliżona jest nam za to fantastyczna (chodzi o gatunek) intryga. Wartość edukacyjna ustępuje więc miejsca rozrywce i tym samym, osoby nastawione raczej sceptycznie do „japońskiego Sienkiewicza w wersji mangowej” mogą odetchnąć z ulgą. KarakaraKemuri nie zasypuje nas historycznymi faktami, datami czy nazwiskami, a jedynie tworzy tło dla swojej opowieści o trzech braciach. Ot, mangowy Juraj Červenák, czyli alternatywna wersja przeszłości, wzbogacona o sporą dawkę fantazji.


Złotowłosa i trzy misie”, czyli bohaterowie:
Wprawdzie po pierwszym tomie mangi nasza uwaga powinna skupić się na trzech, chciałoby się powiedzieć najważniejszych, postaciach serii, jednakże mangaka obiera zupełnie inną drogę, pozwalając nam jedynie zapoznać się przelotnie z braćmi Kumou i rzucić szybko okiem na ich charaktery. To naprawdę niewiele, a jako że ich kreacja nie jest kompletna, nie mamy nawet okazji się do nich przyzwyczaić. Zaledwie dowiadujemy się o nich kilku szczegółów, a już tracimy ich z oczu. Ustępują oni bowiem miejsca bohaterom uczestniczącym w wydarzeniach rozgrywających się 600 lat wcześniej i tak naprawdę to właśnie oni są główną atrakcją tego tomu. Jesteśmy świadomi targających nimi emocji, widzimy ich wzloty i upadki, momentalnie obdarzamy ich sympatią. Po tomie pierwszym są nam dużo bliżsi niż trzej bracia, a przecież mamy świadomość, że w Śmiechu w chmurach każdy z bohaterów ma nam coś do zaoferowania. Mam więc szczerą nadzieję, że pod tym względem drugi tom bardziej mnie usatysfakcjonuje.

Shounen/shoujo, czyli w końcu które?:
Podejrzewam, że problem gatunku Śmiechu w chmurach to jeden z tematów, który najbardziej interesuje potencjalnego czytelnika, więc poświęćmy temu trochę miejsca. Po przeczytaniu pierwszego tomu, na pewno nie zarzuciłabym Donten ni Warau braku akcji typowej dla mang przeznaczonych dla chłopców. Tak się składa, że walki i tajemnicy tu nie brakuje, a w międzyczasie możemy śledzić także zabawne, niezgrabne flirty zakochanego młokosa. Niemniej jednak, to nie akcja wychodzi na pierwszy plan, jak ma to miejsce w przypadku wielu mang z gatunku shounen. Zdecydowane ważniejsze są tutaj uczucia, którymi mangaka naszpikowała Śmiech w chmurach, toteż myślę, że właśnie to jest tym głównym elementem shoujo recenzowanego przeze mnie tytułu. Dostrzeżemy w nim bowiem zarówno dramat przeznaczenia, jak i miłość nadającą sens istnieniu czy liczne elementy braterstwa: troskę, chęć pomocy, uwielbienie, poszukiwanie uznania. Myślę więc, że w przypadku tego tytułu należy odejść od standardowych gatunków, gdyż Donten ni Warau nie jest ani tytułem shounen, ani shoujo do jakich przywykliśmy. Mówiąc stereotypowo – za dużo uczuć dla chłopaka, za dużo walki dla dziewczyny. Stereotypy powinniśmy jednak zwalczać, gdyż często mają się nijak do prawdy, więc nie dajmy się im zwodzić. To, co w Japonii uznawane jest za shoujo, niekoniecznie będzie postrzegane tak samo w Polsce.


Szata graficzna:
KarakaraKemuri naprawdę ma się czym pochwalić, jako że jej kreska jest niezwykle staranna, przejrzysta i bogata w szczegóły. Dalszy plan w większości przypadków pozostaje pusty, jednakże kiedy już się pojawia, jest on dopracowany i dokładny. Warto również wspomnieć, iż tworzeni przez nią młodzi bohaterowie są wyjątkowo uroczy, na co wpływa charakterystyczna dla mangaki „pulchność” twarzy, zaś postaci starsze należą do grupy bardziej realistycznych, „kanciastych”. Kolorystycznie, biel ma niewielką tylko przewagę nad szarością i czernią, dzięki czemu manga zachowuje doskonałą równowagę. Co więcej, Śmiech w chmurach wita czytelnika cudowną obwolutą, z czego Polskie wydanie może pochwalić się niezwykłą gładkością oraz naprawdę wspaniale wyeksponowanymi złotymi motywami, które kuszą i zachęcają do zainteresowania się serią. Graficznie manga prezentuje się więc doskonale.

W kilku słowach:
Po przeczytaniu pierwszego tomu Śmiechu w chmurach, czuję pewien niedosyt ze względu na niewystarczające, moim zdaniem, przedstawienie głównych bohaterów, ale jednocześnie jestem świadoma tego, że niemożliwym byłoby zaprezentowanie kolejnego rozdziału dotyczącego braci oraz historii sprzed 600 lat w tym samym tomiku. Nie żałuję więc czasu poświęconego temu prawdziwie interesującemu i wspaniałemu tytułowi, jak również bez wahania poleciłabym go każdemu bez wyjątku, a już na pewno płci męskiej. Tak się składa, że Donten ni Warau ma w sobie coś niezwykłego, czemu trudno się oprzeć, więc dajcie się porwać mandze, w której konkurujące ze sobą gatunki splatają się w jedno i tworzą powoli rozwijające się cudeńko. Naprawdę warto!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz